Twin mani z Lakierkowo

Spread the love

Hejka:)

Wreszcie udało mi się znaleźć czas na pomalowanie paznokci 😁 Po całych tygodniach chodzenia z golasami to miła odmiana, prawda?


Co prawda nie obeszło się bez małej dawki motywacji i wspólnego dopingowania się – razem z Mariolką postanowiłyśmy, że przygotujemy twin-mani. Bez żadnego ustalania, wybierania – krótka piłka: ja przeglądnęłam jej bloga, ona mojego, wybrałyśmy jedno mani i aż do dzisiaj żadna z nas nie wiedziała, które zdobienia odtworzyła ta druga 💅

Jeśli nie wiecie – Lakierkowo jest nałogowym naklejkowcem 😂 Co prawda moje zbiory tez nie są małe, ale tak i tak miałam problem, by znaleźć zdobienie, które będę mogła odtworzyć. No i oczywiście – nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała dokonać niewielkiej modyfikacji.

Oryginalne zdobienie Mariolki wygląda tak:

Znajdziecie je -> TUTAJ <-

Wiecie co? Chyba przez te tygodnie niemalowania wyszłam z wprawy, albo po prostu wszystko się na mnie mściło, w odwecie za tak długą abstynencję 😅

Podejście pierwsze, czwartek późnym popołudniem. Maluję pazurki, wyschły – porządnie wyschły! Ok, to pora na naklejkę. Jednak mimo, że na arkuszu wydawała się dość niewielka – zajęła prawie pół paznokcia. Myślę trudno, może ją jakoś odkleję i próbuję dalej. Na szczęście zrobiłam tylko 1 paznokieć – lakier z całej płytki odszedł wraz z naklejką! Akurat międzyczasie wpadła na herbatkę moja psiapsióła, zeszło nam do późnych godzin, więc zostawiłam wszystko w cholerę i kończyłam w piątek.

Podejście numer dwa – po domalowaniu tego jednego paznokcia stwierdziłam, że zrobię upgrade zdobienia i przetestuję nowy top-coat: podobno magnetyczny, efekt kociego oka itd. Nie wiem, czy to wina złego, „zepsutego”czy jak go tam nazwać magnesu, ale jedyny efekt, jaki uzyskałam, to przyciemnienie bazowego lakieru i lekko metaliczny połysk. Efekt kociego oka = totalne zero, null.

Podejście trzecie: jak już wszystko było idealnie suche przyszła pora na naklejki. Wykorzystałam jakąś 1/2 ich szerokości, nadmiar odcięłam.
Same naklejki wydawały się ok (przy pierwszym podejściu chwyciły tak mocno, jakby co najmniej butapren lub super glue był pod nimi). W ogóle cieniutkie, mięciutkie, takie jakby lekko silikonowe. Ładnie się układały, bez problemu je dopasowałam. Na wierzch położyłam jeszcze warstwę topu i od razu poszłam robić fotki. I całe szczęście, że nie zwlekałam. Już po godzince naklejki zaczęły odłazić :/ Najpierw próbowałam je ratować – troszkę topu pod naklejkę, kolejna warstwa na wierzch. No i co? Guzik. Po kilku godzinach na paznokciach naklejek już nie miałam.

A są takie śliczne 😭 I na dodatek jeszcze kilka innych kolorków czeka w kolejce! Ehhh, mam nadzieję, że inne kolorki sprawdzą się lepiej, może faktycznie miałam taki pechowy dzień pod tytułem – nie tykaj się niczego!

Ale ok, rozpisałam się – więc pora na moje fotki 😏

Wiecie, co mnie niesamowicie wkurza w moich paznokciach (i palcach)? Mogę spędzić 2 dni na idealnym ich wyrównywaniu, na żywo – porównując jeden do drugiego są dokładnie takiej samej wielkości i kształtu. A na foto? Każdy wygląda inaczej. Nawet patrząc na 2 – 3 zdjęcia tego samego mani widać znaczące różnice w wyglądzie poszczególnych paznokci. Nie dość, że mam krzywe paluchy, więc w zależności od ich ułożenia perspektywa sypie się totalnie, to jeszcze płytka paznokcia również nie jest idealna. Przy jednym paznokciu jest bardziej płaska, przy innym bardziej wypukła. Przy kolejnym już w ogóle żyje swoim życiem.

No i co powiecie? Jak za frenchem nie przepadam, to taki stiuningowany wygląda nawet nawet 😋

Buziaki :*

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paulina Świątek
Gość
Paulina Świątek

Uuuu bardzo fajne i ta śliczna koronka 🙂 rewelacja … Pozdrawiam

Aggi eN
Gość

Mnie tez zauroczyła! Mam nadzieję, że kolejne podejście będzie bardziej udane 🙂

Aggi eN
Gość

No właśnie, chociaż czerwieni mam sporo, to jakoś tak rzadko po nie sięgam 🙂