„Tatuaż” na usta, czyli trwała pomadka nie pozostawiająca śladów.

Spread the love
Hej hej 🙂

Od jakiegoś czasu popularne są różnego rodzaju „tatuaże”. „Tatuaż” na usta, „tatuaż” do brwi. Dziś będzie parę słów o tym pierwszym.

Na jakiej zasadzie to właściwie działa?

Na usta nakładamy lekko galaretowatą substancję, która jest BARDZO napigmentowana. Na tyle mocno, że podczas 15-sto minutowej aplikacji oddaje sporo pigmentu skórze i pozostaje na niej w nienaruszonym stanie przez kilka godzin. Barwnik „wżera się” w skórę nadając jej kolor, jest na tyle stabilny, że nie pozostawia śladów na szklankach czy policzkach innych osób 😉 W ciągu dnia stopniowo blednie, ale bez efektu wycierania, jaki zwykle serwują nam klasyczne szminki. 
Po upłynięciu określonego czasu (jak wyżej wspomniałam jest to zwykle koło 15 minut) „tatuaż” zasycha i odrywamy go delikatnie od ust w jednym kawałku. 
Poniżej widzicie zdjęcia przed, w trakcie aplikacji i po niej:

Zacznę od samej aplikacji – „tatuaż” jest dość gęsty, więc ciężko go równo rozprowadzić. Gdy to się już uda – przez co najmniej 15 minut musimy chodzić z lepką mazią na ustach, nie da rady zamknąć całkiem ust, nie da rady rozmawiać. Jest to dość denerwujące. 

Gdy „tatuaż” już zaschnie – ciężko go zdjąć w jednym kawałku, trzeba się sporo namęczyć, by z całych ust poodrywać małe kawałeczki. Gdy się nam już to uda – kolor, mimo poprawnej aplikacji nie jest idealnie równomierny, jest pełno plamek i prześwitów, mimo, że warstwa, którą nałożyliśmy była wszędzie tej samej grubości. Może i nie widać tego z daleka, ale po prawie pół godzinie męczenia się z aplikacją, noszeniem tego i zrywaniem liczyłam na lepszy efekt. 

O ile „tatuaż na usta” sprawdzić się może, gdy wychodzimy na cały dzień i nie mamy głowy myśleć o poprawkach, to jego długotrwała i męcząca aplikacja sprawia, że się po prostu odniechciewa. Efektu WoW też nie ma, więc się raczej nie zaprzyjaźnimy.

Buziaki :*

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o