Nerwica, depresja – fakty i mity, jak możesz pomóc.

Spread the love

 

Mimo, że zachorowalność na depresję i nerwicę wciąż rosną, to nadal w społeczeństwie krąży wiele niesprawiedliwych i krzywdzących opinii o tych przypadłościach. W ogóle – choroby psychiczne nadal są (choć to się pomału poprawia) tematem tabu. Bo „co powiedzą sąsiedzi?”, „To wstyd chodzić do psychiatry/psychologa”.

Depresja

Śmierć kogoś bliskiego, rozpad długiego związku, inna choroba czy nawet urodzenie dziecka(!) – czasem rzeczywiście mogą skończyć się epizodem depresji. Jednak sam chwilowy spadek nastroju depresją nie jest. To normalne, że po utracie bliskiej osoby, zawodzie miłosnym, podczas walki o swoje zdrowie przeżywamy masę negatywnych emocji. Smutek, żal, zawód, rozczarowanie to uczucia normalne dla każdego człowieka, a w takich sytuacjach uderzają ze zdwojoną siłą. Wyżej nawiązałam do depresji poporodowej, gdzie w przekonaniu wielu osób takie wydarzenie powinno być powodem do skakania pod sufit z radości. Ale to nic dziwnego, że po urodzeniu dziecka, zwłaszcza pierwszego lub po długiej przerwie możesz odczuwać lęk przed sprawdzeniem się w nowej roli. Duże znaczenie ma tu też burza hormonów, jaką wówczas przechodzisz. Możesz się stresować i zastanawiać, czy sobie poradzisz, możesz mieć nagłe skoki nastroju.

Jeżeli jednak, poza odczuwaniem powyższych emocji, jesteś w stanie funkcjonować zupełnie normalnie, umiesz cieszyć się w różnych sytuacjach, odczuwasz chęć do działania – to depresja raczej Cię nie dotyczy.  Pojedynczy wybuch niekontrolowanego płaczu, dzień czy dwa pt. „nie chce mi się wyjść z łóżka” są naturalną potrzebą organizmu na rozładowanie napięcia czy zregenerowanie sił. Bo wbrew pozorom stres potrafi zmęczyć nasz organizm nie mniej niż udział w maratonie czy wielodniowa harówka ponad normę. Choć oczywiście – jeśli takie sytuacje pojawiają się drugi, trzeci czy kolejny raz: warto skonsultować się z psychologiem, odbyć z nim parę czy nawet paręnaście rozmów, by zapobiec faktycznemu przekształceniu się złego nastroju w początki depresji.

Kiedy pojawia się depresja?

Przyczyny depresji możemy podzielić na kilka grup, a jej wystąpienie najczęściej bywa nałożeniem się na siebie kilku z nich. Choć bywają sytuacje, kiedy wystarczy jeden, lecz występujący w znacznym nasileniu.

  • Czynniki społeczno-psychologiczne: niska samoocena, strata (śmierć, rozstanie) bliskiej osoby, inna przewlekła choroba, problemy finansowe;
  • Czynniki fizjologiczne: zaburzenia w pracy mózgu (nieodpowiednia produkcja neuroprzekaźników, odpowiedzialnych za nasz nastrój: serotoniny, dopaminy, noradrenaliny), zaburzenia pracy tarczycy (hormony przez nią produkowane również znacząco regulują nasze samopoczucie psychiczne);
  • Czynniki genetyczne: coraz więcej badań wskazuje, że także niektóre geny mogą wpływać na nasze samopoczucie i reakcje na czynniki stresujące;

depresja

Objawy depresji:

Bezsenność (lub przeciwnie – nadmierna senność), zaburzenia apetytu, niechęć do działania, apatia, chroniczne zmęczenie i ból, którego nie wyjaśniają badania nad przyczynami fizycznymi. Można wymieniać jeszcze długo. W przypadku cięższej depresji: chory na tyle traci zainteresowanie światem, najbliższym otoczeniem czy nawet rodziną, że przestaje się nimi zajmować, odcina się od wszystkich i wszystkiego. Najchętniej zaszyłby się w łóżku i z niego nie wychodził.

I czasem tak się dzieje: do tego stopnia, że chorą osobę trzeba jak dziecko: wziąć za rękę, i delikatnie nakłaniając, po prostu zaprowadzić do łazienki, żeby wzięła kąpiel, bo ona sama nie zauważa, że trzeba to zrobić. Wszelka aktywność dla takiej osoby nie dość, że wydaje się zbędna, to jest WYSIŁKIEM fizycznym, którego nie jest w stanie sama dokonać. Po prostu NIC jej nie interesuje, skupia się na swoim stanie, swoim bólu, sobie. Owszem, może to zabrzmieć jak forma egocentryzmu, lecz tak nie jest. Osoba chorująca na depresję po prostu traci chęć do życia, świat staje się dla niej czymś przerażającym, czymś, od czego za wszelką cenę chce uciec.

Bardzo dobrze opisała stan depresji pewna osoba na nią chorująca, którą poprosiłam o rozmowę:

W depresji nie chcę być przez nikogo oglądana. Wstydzę się, bo zwykle zalegam w łóżku, w piżamie, czasem poplamionej i mam nieumyte włosy. Gdy czuję się dobrze byłoby to nie do przyjęcia – plama na piżamie? Nawet w piżamowy dzień, to co mam na sobie musi być czyste. Takie trochę natręctwo. Depresja zagłusza takie nawyki. Bo wszystko jest mi obojętne. Ale nie aż tak, by się komuś tak pokazać. Depresja jest czasem intymnym i bardzo osobistym. Nie otwieram wtedy drzwi, nie odbieram telefonu. Bo oprócz niechęci , by ujawnić swój zewnętrzny stan, nie potrafię także udawać i rozmawiać na normalne tematy. Męczą mnie one, nudzą i irytują. Nie umiałabym tego ukryć i wyszłabym na osobę arogancką. Co zwiększyłoby jeszcze poczucie winy, które budzi we mnie już sam fakt bycia w depresji. Bo to jest odbierane jako słabość. 

 

Moja znajoma mówi do mnie „Zrób coś w miłego domu, umyj sobie okna, wypierz firanki.” Nawet nie miałam siły być w szoku. Okna? Firanki? Kiedy mi się żyć nie chce, a do umycia zębów zmusiłam się, bo bez tego czułabym się wstrętnie i jeszcze bardziej depresyjnie. No ale bez przesady. Trzeba naprawdę nie mieć pojęcia o depresji, by coś takiego zaproponować. Co mnie obchodzą brudne okna , gdy nie wiem , po co żyję, a w ogóle to mam zaciągnięte rolety, bo słońce mnie przeraża. Poza tym – nie mam siły. Nie mam też siły, żeby znajomej to wszystko powiedzieć, więc nie komentuje.

Nerwica

Nerwica jest zaburzeniem trudniejszym do opisania i zdiagnozowania niż depresja. Czynniki, które wpływają na możliwość jej pojawienia się w dużej mierze pokrywają się z tymi, które wywołują depresję. Objawy nerwicy, z reguły dość różne od objawów depresji, są na tyle różnorodne i „przebiegłe”, że często dopiero po latach rozmaitych badań pacjent zostaje zdiagnozowany. Skoki ciśnienia czy tętna, nagłe chudnięcie mimo braku zmiany nawyków żywieniowych, objawy somatyczne.

Co to właściwie są objawy somatyczne? To ból, ścisk w gardle, uczucie dławienia się i wiele podobnych odczuć. Bóle, które nie mają fizycznego uzasadnienia. Chory odczuwa je dokładnie w taki sam sposób, jakby „naprawdę” coś go bolało, ale w rzeczywistości są to tylko mylne sygnały generowane przez mózg. W pewnym stopniu mogłabym to przyrównać do bólu, jaki odczuwają osoby po amputacji kończyny. Wiedzą, że nie ma prawa boleć ich stopa, której nie mają, ale odczuwają ból w takim stopniu i nasileniu, jakby stopa nadal była na swoim miejscu. Podobnie ból i inne somaty odczuwa osoba chora na nerwicę. Doskonale wie i rozumie, że atak duszności nie grozi jej śmiercią przez uduszenie, wie, że ma drożne drogi oddechowe, ale fizyczne odczucia są dokładnie takie same, jak podczas prawdziwego zagrożenia życia.

Objawy somatyczne a diagnoza

Somaty tego rodzaju sprawiają często, że postawienie prawidłowej diagnozy odwleka się w czasie. Bo który lekarz rodzinny – widząc w kartotece wpis: zdiagnozowana alergia – pomyśli o dusznościach inaczej, niż o zaostrzeniu reakcji alergicznej? Prędzej wyśle na konsultację do alergologa czy pulmonologa, niż do psychiatry. Bo nie ma czasu na dociekanie innych przyczyn, skoro tę najoczywistszą (w jego opinii) ma podana na tacy…

Inną grupą objawów nerwicy są rozmaite lęki czy wręcz fobie, ataki paniki. Wiecie, że wyjście na podwórko może stać się koszmarem? Wizyta w sklepie powoduje napad paniki. Konieczne czasem wyjścia z domu wymagają wsparcia się doraźnymi lekami, a i tak powodują, że odreagowuje się je przez kolejnych kilka dni znacznym spadkiem formy. Najgorsze jest to, że chory ma pełną świadomość tego, że jego lęki są zupełnie bezpodstawne, więc dodatkowo przytłacza go bezsilność w walce z nimi.

 

nerwica

Nerwica, depresja i pokrewne – nie mów tak!

Przykłady, czego nie mówić osobom chorym świetnie przedstawiła Joasia, więc odsyłam do jej tekstu -> TUTAJ

A ja podam Wam parę przykładów z życia wziętych, jak dalece posuniętą ignorancję/złośliwość/zazdrość mogą czasem zaprezentować ludzie, którzy powyższych chorób nie rozumieją:

Tata był policjantem i trzymał w domu broń. Po moim pierwszym szpitalu –  miałam lat 19 i walczyłam z natrętnymi myślami samobójczymi – poprosiłam go aby nie trzymał broni w domu bo nie mogę przestać o niej myśleć. Usłyszałam, że jakbym chciała się zastrzelić to bym to zrobiła.

Serio? Jasne, ciężko usunąć z otoczenia osoby pragnącej śmierci wszystkie przedmioty, które mogą jej pomóc urzeczywistnić zamiary. Jednak wielu osobom pistolet wydaje się jednym z łatwiejszych rozwiązań. Przy niewielkiej znajomości anatomii – to sekunda i „po sprawie”. Tym bardziej zatrważa fakt, że osoba najbliższa totalnie zignorowała wyraźny przekaz: „myślę o niej, chcę jej użyć”

W dupie Ci się poprzewracało od tego co masz.

Dla mnie to ewidentny przykład zazdrości o stan konta 😉 Na zasadzie – dorobiłeś się, to dla równowagi masz kopa w dupę od choroby. Czy parę zer więcej na koncie stanowi jakąś magiczną barierę przed chorobami? NIE. Owszem, może pomóc w szybszym i skuteczniejszym leczeniu, ale nie sprawi, że nie zachorujemy.

  • wystarczy chcieć
  • myśl pozytywnie
  • a jakie ty możesz problemy?

Nosz kurde! Właśnie na tym polegają nerwica czy depresja: brak CHĘCI na cokolwiek, widzenie wszystkiego w czarnych barwach, branie – nawet błahych i banalnych – problemów do siebie bardziej, niż zdrowi ludzie. To są własnie OBJAWY CHOROBY, a nie jakieś widzi-mi-się chorującego. Zmiana nastawienia to nie jest pstryknięcie palcem – to miesiące, a czasem lata terapii, brania leków.

 

Czemu bagatelizujemy te choroby?

Po pierwsze – często łatwiej jest zignorować, obejść szerokim łukiem, niż okazać faktyczne wsparcie. Zaangażować się, poszerzyć wiedzę. realnie pomóc.

Po drugie – obserwuję zjawisko, kiedy osoby ZDROWE, być może chwilowo smutne czy zdenerwowane nadużywają słów „depresja”, „nerwica” i pokrewnych, by zasłonić nimi swoje chwilowe, drobne smutki czy chwile zdenerwowania.
Czy jest tu ktoś, kto w dzieciństwie/młodości nie usłyszał od rodziców zdań typu „Przez Ciebie oszaleję!”, „Nabawię się przez Ciebie nerwicy”. Często ludzie stawiają znak równości pomiędzy „zwykłą” predyspozycją do szybkiego denerwowania się (a jednocześnie szybkiego pozbywania się tych emocji poprzez rozładowanie ich agresją: słowną czy nawet fizyczną a faktyczną nerwicą kliniczną. Kliniczną, czyli opisaną wyżej, zdiagnozowana chorobą. Przytoczone wyżej wybuchy złości raczej zakwalifikowałabym jako typowy, choleryczny charakter.

Czy choćby dziś na Facebooku zobaczyłam post dotyczący książki – „Po przeczytaniu zakończenia wpadłem w depresję”. Poważnie? Jak wspomniałam na początku – chwilowy smutek, żal, uczucie zawodu nie są w żadnym przypadku tożsame z depresją!

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Julka
Gość
Julka

Tak to jest jak najbliższe otoczenie nie zauważa problemu, a jeszcze gorzej jak go ignoruje. Człowiek w takim stanie potrzebuje wsparcia, wtedy łatwiej wyjść z choroby. Znam przypadek gdzie osoba była w depresji przez długie lata, a nikt tego nie zauważał, poczytując to za fababerie. Kiedy osoba popełniła samobójstwo wszyatko ułożyło się w całość, było już za późno.