Pielęgnacja: Regenerujący krem do rąk Le Petit Marseillais

Podziel się ze światem!

Krem do rąk Le Petit Marseillais

Jak być może już wiecie – udało mi się załapać do akcji ambasadorskiej LPM. W paczuszce od marki otrzymałam dwa produkty: Pielęgnujący olejek do mycia, o którym pisałam TUTAJ, oraz krem do rąk Le Petit Marseillais, o którym będzie dzisiejsza notka. Jakiś czas temu pisałam Wam o moim ulubieńcu w tej kategorii – czy znalazł godnego przeciwnika? Tego dowiecie się czytając dalej!

Co o kremie pisze jego producent?

Regenerujący krem do rąk Le Petit Marseillais .

By spełnić potrzeby zniszczonej i przesuszonej skóry, Le Petit Marseillais stworzył idealną kompozycję – połączył trzy wyjątkowe składniki z Południa: cudowne masło Shea, które odżywia i optymalnie nawilża skórę, aloes znany ze szczególnie kojącego działania i zapewniający ochronę wosk pszczeli.

krem do rąk Le Petit Marseillais

A co z rzeczywistością?

Krem do rąk Le Petit Marseillais zamknięty jest w poręcznej, miękkiej tubce o pojemności 75 ml – wielkość w sam raz, by wrzucić go do torebki i mieć go zawsze przy sobie. Szata graficzna jest dość prosta, a delikatne ornamenty dodają jej uroku. Tubka zamykana jest na mocny klik, zakrętka jest płaska, dzięki czemu możemy krem postawić na niej, by spływał ku otworowi i był zawsze pod ręką 🙂 Ogólnie – opakowanie jest porządne, wykonane z mocnego tworzywa. Nie odkształca się, nie pęka na zgięciach, a zamykanie, mimo intensywnego użytkowania trzyma bez zarzutu.

Pierwsze, co uderzyło mnie po otwarciu opakowania to zapach <3 Piękny, lekko miodowy, słodki a zarazem świeży. Uwielbiam pięknie pachnące kosmetyki, i ten krem mnie pod tym względem nie zawiódł. Po użyciu kremu ten śliczny zapach towarzyszy nam naprawdę długo!

Krem jest zbity, treściwy, wręcz mogłoby się wydawać, że zbyt gęsty. Ale pod wpływem ciepła skóry staje się masełkowaty, fajnie się rozprowadza i jest bardzo wydajny. Przyznam się Wam, że smarowałam nim nie tylko dłonie, ale również suche łokcie, z którymi ciągle mam problem. Nawet w tak wymagającym boju sprawdził się doskonale. Po jego użyciu na skórze zostaje lekki, nietłusty film, a posmarowana powierzchnia jest mięciutka, gładka – nic, tylko się miziać 😉

W moim rankingu kremów do rąk stawiam go ex aequo z moim dotychczasowym ulubieńcem (KLIK).

Buziaki :*

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o